Moja znajomość angielskiego ogranicza się do tego co wchłonąłem z filmów i przeglądania angielskojęzycznego Internetu. Ale czy dla Polaka to powinna być jakakolwiek przeszkoda? Przecież każdy wie, że angielski to w zasadzie nie język a jedynie uproszczony komunikator. Nie to co język polski, który jest bardzo elastyczny i precyzyjny przez co automatyczne tłumaczenia z polskiego na angielski działają dość dobrze.  Postanowiłem sprawdzić jak dobre jest to „dość dobrze”. A przy okazji zawalczyć o najlepiej sprzedającą się angielskojęzyczną książkę na Amazonie! Chcesz pójść w moje ślady? To przeczytaj jakie kroki wykonałem :
Taka refleksja: W ten sposób można obejść ograniczenia sprzedaży na Amazonie książek napisanych w języku polskim. A teraz do rzeczy:

1.  Rejestracja konta na Amazon Self-publishing. 
Klikasz http://kdp.amazon.com/   a następnie zakładasz konto.  Musisz podać, że nie jesteś rezydentem USA – niestety wtedy Amazon będzie kroił Ci dodatkowo 30% zaliczki na amerykański podatek. Jest na to patent – umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania. Pozwala ona zarejestrować się w USA (korespondencyjnie) i uzyskać specjalny numer podatkowy. Wtedy ten haracz nie będzie pobierany.  Możesz to zrobić później, w dowolnej chwili.

2. Napisanie książki po polsku.

Ja wybrałem do tłumaczenia swoją książkę: Jeźdźcy Smoków – Przymierze.

3. Przetłumaczenie jej na angielski np. przez: http://translate.google.com/
Tutaj warto wrzucać tłumaczenia kawałkami – ja np. 30 stronicową książkę podzieliłem na 3 „wrzutki”, ale można zrobić jeszcze mniejsze, byle sensownie podzielone wyczerpującymi treść akapitami.

4. Korekta (sprawdzenie) automatycznego tłumaczenia.
Jak się okazało automat niezbyt sobie poradził z nazwami własnymi i niektórymi słowami. Trzeba przeczytać angielski tekst i wyłapać te błędy i pozostawione w nim polskie słowa. Następnie słowa te trzeba zamienić tak by rozpoznał je automat – użyć synonimu, zlikwidować zdrobnienie lub zmienić formę. Następnie zdania, które je zawierają przetłumaczyć jeszcze raz.  Często też w razie uzasadnionego przeczucia sprawdzałem angielskie synonimy – czasem warto wybrać inne słowo, bliższe temu co chcieliśmy wyrazić niż pierwotne tłumaczenie.
Dla tych, którym zależy na lepszej jakości polecam skorzystanie z alternatywnych translatorów i porównywanie tłumaczeń, dokonywanie kompilacji itd.
Mi się zbytnio nie chciało – na tłumaczenie i korektę 30 stron straciłem jakieś 4 godziny.

5. Stworzenie ebooka w formie na Kindle.
Nie będę się rozpisywał jak to robić bo tego jest pełno w polskiej sieci.
Powiem tylko, że zrobiłem tak, że książce dałem tytuł:

Riders of Winged Dragons – Covenant

 + oryginal in polish

Książkę na Amazon można kupić tutaj.
Początek książki jest po angielsku natomiast potem jest polskojęzyczny oryginał.
Objętość przez to wzrosła dwukrotnie, ale to szczegół – grunt, że w ten sposób można też obejść ograniczenie Amazonu nie pozwalające na sprzedaż polskojęzycznych książek.

6. Wnioski – czyli liczenie sławy albo boruta.

Kupujący na Amazonie ma prawo zwrócić zakupioną książkę a nawet ją ocenić i to jest dobra wiadomość. W ten sposób będzie jasność czy angole szczękają zębami przy czytaniu tej powieści czy też jednak takie tłumaczenie jest dla nich strawne.

7.  A czemu by nie zrobić tego samego z tym wpisem ? 😉

Słowo się rzekło i stało się ciałem.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *