Istota pieniądza: Bogowie wybierają… srebro i złoto.

Najbogatsi stają się Ci, którzy poznali istotę pieniądza. Dlatego też postanowiłem napisać cykl pt. „Istota pieniądza”, który niektórym z Was pozwoli ją zrozumieć i wyemitować własne pieniądze – i nie jest to wcale marketingowa ściema lecz szczere przekonanie podparte przykładami z historii i dzisiejszych czasów.
Cykl zacznę od złota, ponieważ wielu ludzi uważa, że istotą pieniądza jest – czy też raczej powinna być – wartość czegoś materialnego, lecz rzadkiego i trudnego do zdobycia. I że najlepiej nadaje się do tego: złoto!
Czy mają rację? Przekonajmy się!
Muszę jednak Cię ostrzec: jeśli jesteś zwolennikiem parytetu złota nie czytaj dalej! Zrujnuje Ci to wizję świata tak samo jak poznanie swego czasu kim naprawdę jest św. Mikołaj.

Jesteś przekonany, że ludzie wybrali złoto na pieniądz z powodu rzadkości jego występowania na Ziemi?
Mylisz się!
Uważasz, że głównym kruszcem używanym do bicia pieniądza przez całe stulecia było złoto?
Mylisz się!
Pewnie też sądzisz, że amerykańskiego dolara ustanowiono w 1792 r. jako złotą monetę?
Mylisz się po trzykroć!
Na pocieszenie mogę się przyznać, że ja też przez długie lata myślałem i myliłem się tak samo. Dlatego gdy byłem mały dziwiło mnie, że w znajdowanych od czasu do czasu skarbach z (pra)dawnych czasów były głównie srebrniki i miedziaki, niewiele dziś warte jako kruszce. Dlaczego ze złota była co najwyżej biżuteria a prawie nigdy nie było złotych monet?  Odpowiedź była trywialna…

W zamierzchłych czasach ludzie zaczęli używać metali jako wygodniejszego i trwalszego środka rozliczeniowego od ziaren zbóż czy soli. Używano brązu, żelaza, złota i srebra, przy czym najdroższe było żelazo bo było go wtedy najmniej.
Jak to więc się stało, że to złoto i srebro, a nie żelazo stało się materiałem, z którego bito pieniądze?
Otóż zadecydowali o tym… bogowie!
A w tamtych czasach ludzie traktowali bogów bardzo serio.
Byli absolutnie przekonani, że to od przychylności bogów zależy ich zdrowie, plony,  cały los i życie. A jak sobie najlepiej zapewnić czyjąś przychylność?
Oczywiście darami!
Dlatego też masowo chodzili do świątyń i składali dary. Początkowo były to płody roli, zwierzyna, jakieś przedmioty itd. Opiekunowie świętych miejsc – kapłanki i kapłani – wszystkie te dary musieli w jakiś sposób gromadzić. Musieli mieć na nie naczynia, pojemniki itd. Z biegiem czasu wytworzyły się także rytuały, celebracje itp. które wymagały użycia różnorakich akcesorii. Nie tylko trwałych ale i wystawnych. No bo czy bogowie mogli zadowolić się tak pospolitymi jak u pospólstwa? Czy mogły one być drewniane, gliniane, kamienne albo z brązu?
Teoretycznie tak, ale nie dawały należytego prestiżu i były mało praktyczne – drewniane i gliniane były zbyt kruche (złamanie się lub stłuczenie mogło wieszczyć nieszczęście wbrew intencjom kapłanów), kamienne zbyt ciężkie a brąz? A ówczesny brąz będący stopem miedzi i cyny/ołowiu zbyt łatwo wpadał w lawinową, samonapędzającą się korozję, zwaną trądem brązu. Żelazo też rdzewiało  w brzydki sposób.
Z używanych wówczas metali pozostało… srebro i złoto.
Srebro już wówczas było chętnie używane jako naczynia na płyny bo posiada pewne antyseptyczne właściwości. Ale słabo nadaje się na przedmioty liturgiczne bo dość szybko pokrywa się matową patyną.
A złoto? Złoto było prawie idealne! Łatwe w obróbce, nierdzewne, błyszczące.
Dlatego też bogowie przekazali kapłanom, a Ci ludowi, że najmilszymi bogom darami jest… srebro i złoto.
W ten sposób nakręcili ludzką pożądliwość wobec srebra i złota, która w przypadku srebra trwała do połowy XX wieku, a w przypadku złota utrzymuje się do dziś. Jeśli nie wierzycie to poczytajcie o hinduskich świątyniach gdzie ten zwyczaj się zachował i gdzie ciągle darami jest złoto i srebro. I tak np. w świątyni Tirumala Venkateswara wierni co roku zostawiają około 350 kg złota i 500 kg srebra, a  w świątyni Trivandrum otwarcie tylko jednej z dwóch krypt-skarbców gdzie gromadzono złote dary składane przez stulecia ujawniło złote skarby o wartości szacowanej na… 20 mld dolarów! Otwarcia drugiego skarbca kapłani odmówili zasłaniając się rzekomym przekleństwem nad tym wiszącym, które miałoby sprowadzić na świat straszne plagi niczym otwarcie puszki Pandory.

   Wracając jednak do tamtych zamierzchłych czasów – a jesteśmy już tylko kilka wieków przed naszą erą – w świątyniach zaczęły gromadzić się nadwyżki kruszców, których nie dawało się już wykorzystać na własne potrzeby.  W dodatku zaczęło brakować darów w postaci usług,żywności czy też przydatnych przedmiotów. A były one niezbędne dla przeżycia powstałej kasty kapłańskiej, wynajmowania zewnętrznych pracowników, kupowania towarów itd.  W końcu w jednej z lidyjskich świątyń ktoś wpada na pomysł, że zamiast męczyć pielgrzymów samodzielnym zdobywaniem i odmierzaniem odpowiedniej ilości kruszców można im sprzedać gotowe już bryłki – odlane ze świątynnych nadwyżek i z odciśniętym na bryłce symbolem świątyni dla łatwego rozpoznania, która świątynia tą bryłkę odważyła i gwarantuje jej cechy miłe bogom.  A przy okazji świątynia otrzymywała potrzebne jej usługi, towary  – mogła po przerobieniu tych darów po prostu nimi płacić!
Pomysł był tak genialny, że od razu podchwycili go inni – za cechowanie bryłek zabrali się także władcy, właściciele kopalń srebra/złota, złotnicy, a nawet handlarze. Skąd wiemy, że to zaczęło się tam? 100% pewności nie ma, ale na razie najstarsze znane nam monety pochodzą z VII wieku przed naszą erą właśnie z krainy zwanej Lidią i z wyspy Egina.  Te z Eginy miały wytłoczony symbol bogini Afrodyty. W ten sposób powstały w naszym kręgu cywilizacyjnym pierwsze srebrne oraz złote monety, a przemożne pragnienie ich posiadania spowodowało, że to monety z tych dwóch metali były przez 2700 lat synonimem pieniędzy. Był to jednocześnie jeden z najkosztowniejszych błędów ludzkości, który został naprawiony dopiero w połowie XX wieku.

W wyniku tego, że występowanie srebra w przyrodzie jest dużo powszechniejsze, to srebrne monety na całe tysiąclecia stały się dominującą formą pieniądza. Może dziś trudno w to uwierzyć, ale przez całe stulecia srebro wywoływało u ludzi identyczną gorączkę chciwości jak dziś złoto.  Te dwa metale były dla siebie równorzędne, choć w zasadzie wszystkie waluty, który zdominowały obrót pieniężny na świecie były srebrne.  Srebrne były i talary, które od średniowiecza opanowały Stary i Nowy świat, jak i powstałe później dolary. Ba! Nawet Judasz sprzedał Jezusa za srebrniki a nie złote monety. Jeżeli mielibyśmy odnieść to do dzisiejszych czasów to srebro i złoto było jak dziś pieniądze o różnych nominałach – obojętne jest czy zapłacą Ci np. banknotami 50 zł czy 200 zł byle wartość się zgadzała, prawda? 🙂
Tak samo było z monetami ze srebra i złota – każde z nich powodowały te same wypieki, tą samą gorączkę chciwości, której dziś srebro już nie wywołuje.
Z tym, że złote monety zawsze były znacząco mniej liczne, przez co pełniły funkcję dzisiejszych dużych nominałów jak np. banknoty 500 euro – czyli pieniędzy oficjalnie istniejących, ale rzadko spotykanych w codziennym obrocie.
Zmieniło się to trochę dopiero na początku XX wieku, ale o tym w kolejnym odcinku pt.  „Ludzie porzucają bogów a wraz z nimi wiarę w srebro i złoto” bo wpis już teraz wyszedł za długi jak na możliwości percepcji Internautów.

p.s.
Dla ścisłości trzeba dodać, że złote monety prawie zawsze były i do dziś są stopem srebra i złota (wówczas nazywanym elektrum), bo po pierwsze taki stop jest naturalnie występującym w przyrodzie a po drugie monety z samego złota byłyby zbyt miękkie.

This article has 13 comments

    • Arek Reply

      Nie możesz nazywać oszołomstwem czegoś co działa.
      Niestety 🙁

      • pant3k Reply

        Jak to nie? Koreańska Republika Ludowo Demokratyczna też „działa”.
        Wytłumacz co rozumiesz przez pojęcie „działa”?
        Jak przeczytasz post u mnie na blogu zrozumiesz, że działa destrukcyjnie na tą planetę.Ciekawe po co próbują kolonizować Marsa skoro tu wszystko „działa” ?
        Albert Einstein powiedział : „Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać rożnych rezultatów.”

        Właśnie na tym polega szaleństwo – być za tym systemem cały czas wiedząc o jego nieodłącznych wadach(wadach to mało powiedziane).

        • Arek Reply

          Czytałem. Szaleństwo a oszołomstwo to nie to samo.
          Co rozumiem przez to, że działa? To, że istnieje i funkcjonuje.
          Trzecia droga, którą proponujesz w swoim wpisie to utopia.
          Działają tylko systemy, w których człowiek wykorzystuje człowieka.

      • pant3k Reply

        „► oszołom
        1. wariat, osoba niezrównoważona psychicznie
        2. osoba ślepo wierząca w jakąś ideę; fanatyk”

        „szaleniec
        synonimy:
        (1.1) pot. wariat, świr, czubek
        (1.2) narwaniec ”

        To, że coś nigdy nie istniało i nie funkcjonowało znaczy, że nigdy nie będzie?Dlaczego z góry się zakłada, że żaden nowy system nie będzie działał lub będzie gorszy?

        Zabawne jest, że jak ktoś twierdzi, że jest coś lepszego to jest utopistą.
        Nawet jedna z osób się wypowiadająca się w filmie promującym projekt się z tego śmieje.

  1. pant3k Reply

    A na pomorzu wybierają bursztyn.
    „Kłusownicy” szarpią jak reksio szynkę.
    Właśnie leci na tvn24 program o tym(„czarno na białym”).
    Nawet „czujki” ustawiają na wypadek czającego się leśnika 🙂

  2. ROMAN WŁOS Reply

    PANTEK,

    To już wszystko jasne. Oglądasz telewizję, więc rzuca Ci się na mózg. Bo to jest naukowo udowodnione, że telewizja działa bardzo źle na korę mózgową.

    A bursztyn czyli jantar albo elektron wydobywają od setek lat. I dokładniej rzecz biorąc to w części Pomorza zwanej Pobrzeżem (Pomorze to bardzo rozległy obszar – należy doń także część Pojezierza, a także Ziemia Chełmińska czy Toruń gdzie wydobywają pierniki).

    Pozdrowienia,
    ROMAN WŁOS

    p.s. Bursztyniarze realizują gospodarkę opartą na zasobach ….. bursztynu.

Dodaj komentarz