Istota pieniądza: Ludzie porzucają bogów a wraz z nimi srebro i złoto

Z poprzedniego wpisu wiecie już, że to bogowie wybrali ludziom srebro i złoto jako synonim pieniędzy. I wiecie także – a jest to bardzo ważne do poznania istoty pieniądza – że przez całe stulecia było obojętne czy monety były srebrne czy złote. To ciągle był TEN SAM pieniądz tylko przekładając na dzisiejsze warunki – w innych nominałach. Zapamiętajcie sobie: srebro wywoływało identyczną gorączkę jak ta znana nam nowożytna „gorączka złota”.
Na szczęście dla ludzkości, straciła ona wiarę nie tylko w bogów, ale także w srebrny a potem i złoty pieniądz.
Dlaczego na szczęście?  Dlatego, że podaż srebra i złota nigdy nie współgrała z rozwojem handlu i gospodarki. W efekcie zawsze ludziom albo brakowało srebrnych i złotych monet do prowadzenia rozliczeń albo (były i takie momenty) mieli ich za dużo. Przez całe stulecia radzono sobie z tym prowadząc niewygodny handel wymienny (barter) oraz bijąc miedziaki lub tworząc inne formy pieniądza jak odpowiednio spreparowane kije drewniane, bambusowe czy też skórki zwierząt. I w tym ostatnich przypadkach twórcy pieniędzy prawie otarli się o zrozumienie jego istoty.
A jeśli chcecie zrozumieć jak bardzo szkodzi gospodarce fizyczny brak pieniądza to wyobraźcie sobie, że popsuły się mennice i izby rozliczeniowe. Idziecie do bankomatu a ten wypłaca Wam 3 banknoty zamiast 10. Idziecie do banku a tam Wam mówią: „damy Wam 1000 złotych w banknotach a drugi tysiąc w postaci tabletu bo nie mamy monet ani banknotów”. Albo idziecie do szefa po wypłatę a ten Wam mówi „Klient nie miał kasy, zapłacił workami ziemniaków, weźcie te ziemniaki i zamieńcie sobie na targu na chleb, cukier, tablet czy co tam potrzebujecie”.  Zauważcie – nie mówię o sytuacji, że jest bieda. Nie. Kraj jest bogaty – „macie” mnóstwo oszczędności w bankach – a przynajmniej tak się Wam wydaje 😉 – towarów, usług i pracy jest w bród tylko… brakuje fizycznego reprezentanta pieniędzy. Nośnika. Brak monet, brak banknotów, a elektroniczne rozliczenia leżą bo serwery uszkodziły wybuchy na Słońcu czy cokolwiek.  Jak bardzo komplikuje to życie? Jak bardzo hamuje rozwój gospodarczy?
I właśnie z takim poważnym problemem ludzkość musiała borykać się od popełnienia jednej, poważnej głupoty – uwierzenia bogom i przyjęcie złota i srebra jako reprezentanta pieniądza.   A tych kruszców jak wiadomo zwykle brakowało, a wraz z nimi monet na rynku.
Gwoli ścisłości powinienem zaznaczyć, że mówię o naszym, szeroko rozumianym, kręgu cywilizacyjnym, czyli babilońsko-śródziemnomorskim, który rozlał swoją kulturę i gospodarkę na cały świat. Bo np. w takich Chinach monety były z miedzi i żelaza, a srebrne i złote stanowiły absolutny margines. Widocznie tam zawsze byli mniej religijni 😉  Nie zmienia to jednak faktu, że tam też występował ten sam problem z ilością pieniądza na rynku, nawet podaż miedzi nie była wystarczająca.  Ale wróćmy do naszych śródziemnomorskich klimatów i końca Średniowiecza.
Oto zostaje odkryta AMERYKA a tam… ogromne zasoby srebra. Na dodatek łatwego do pozyskania bo tubylcy nie przywiązują do metali jakiegoś specjalnego znaczenia gdyż dla nich pieniądzem są… ziarna kakao.  Całe tony srebra i złota przewożone zostają do Królestwa Hiszpanii, które wybija z nich monety stając się na 300 lat finansową potęgą. Hiszpania byłaby nawet bajecznie bogata gdyby nie to, że także w Masywie Czeskim odkryto ogromne złoża srebra (w 1516r.) i zaczęto tam bić popularne „talary” w takiej ilości, że wywołano klasyczną inflację. I tak np. wioska przestaje kosztować 100 srebrników, ale kosztuje już 300, kura nie kosztuje jednego srebrnika lecz potrzeba na to 3 itd.  Pierwszy raz w Europie pojawia się NADMIAR pieniądza i skokowa utrata przez niego wartości. Ci co mieli odłożony majątek w kruszcach lub monetach – stali się biedniejsi.  Sytuacja ustabilizowała się dopiero po około 100 latach, ale ta stabilizacja nie trwała długo, raptem kolejne 150 lat. Co gorsze przykład wzbogacenia się Hiszpanii na dostępie do srebra spowodował rozwinięcie się teorii merkantylizmu, która zakładała, że bogactwo narodu zależy od ilości zgromadzonych przez niego kruszców. Stała się ona podłożem wprowadzania wielu sztucznych ograniczeń dla handlu a w ich następstwie wojen, w tym rewolucji amerykańskiej, która skończyła się powstaniem USA.
Odkrywanie kolejnych złóż w Ameryce, rewolucja przemysłowa i idąca za nią mechanizacja górnictwa spowodowała dalsze zwiększenie podaży srebra a w efekcie systematyczną utratę jego siły nabywczej aż do 1859 roku. Wtedy to odkryto bogate złoża srebrnej rudy w Utah – nazwane potem Comstock Lode – a ogrom płynącego stamtąd srebra i utrata wartości nabywczej srebrnego pieniądza całkowicie zachwiała nie tylko światową gospodarką, ale i system finansowym. Dość powiedzieć, że do tego czasu (1859r) wydobyto jedynie 30% całości wydobytego przez ludzkość do dziś srebra a do momentu odkrycia Ameryki i złóż w Masywie Czeskim było to raptem 7%.  Niestety pomimo tego odkrycia oraz ogłoszenia przez Nitschego śmierci bogów, nie wyciągnięto właściwych wniosków co do istoty pieniądza. Porzucono jedynie srebro i skierowano uwagę na złoto, nadal obciążając ludzkość kosztami tego błędnego pieniądza w postaci kilku zupełnie niepotrzebnych krachów gospodarczych i wojen.  Dopiero pod koniec lat 60 XX wieku ludzkość poszła po rozum do głowy i zrzuciła jarzmo dawnego wyboru rezygnując z wyznaczania siły nabywczej pieniądza przez wartość kruszców.
Od lat 70 XX wieku zaczęliśmy posługiwać się wymyślonym przez samego człowieka pieniądzem i jest to tak rewolucyjna zmiana, że zdumiewa mnie jej ignorowanie w historiografii znaczących przełomów ludzkości.  Dla mnie jest to przełom nie mniej ważny niż rewolucja przemysłowa, informatyczna itd.  Od  1971 r. możemy bowiem mieć na rynku tyle pieniędzy ile trzeba, a nie tyle ile nam wyznacza los czy natura.
Nie wiem tylko dlaczego nazywa się go „pieniądzem fiducjarnym”, czyli opartym na wierze skoro nie ma on z wiarą nic wspólnego. I to z wiarą w każdym aspekcie. Obecne pieniądze to zdecydowanie pieniądze „nadziei”, a nie „wiary”.
I nie! Nie jest to jeszcze pieniądz, który wyczerpywałby w pełni prawdziwą istotę pieniądza i który pozwalałby wypuścić Tobie prawdziwe pieniądze.   O tym co jest jego prawdziwą istotą i jak wypuścić własne prawdziwe pieniądze napiszę w następnym, ostatnim już wpisie pt. „Ludzie potrzebują pieniędzy, dlaczego więc im ich nie dostarczysz?”

This article has 9 comments

    • Ganges Reply

      To taka komuna/ squat w wersji 2.0. Ludzie, którzy popierali wersje 1.0, popierają i nowszą formę. Zapewne są tacy, bezproduktywni i nie widzący nic złego w tym i mogą się tam odnaleźć.
      Potrzebują jak widzimy sponsorów, robią akcję crowfundingowe bo bez tego nie mogliby podawać darmowej kawy itd. Jak dla mnie zupełne marnowanie pieniędzy i czasu ale życzę powodzenia takim pomysłom jeśli znajdują zwolenników i działają legalnie to nie ma przecież problemu. Współczuję trochę ludziom, którzy marnują czas ale to ich czas i nie potrzebują zapewne mojego współczucia.

      • pant3k Reply

        „To taka komuna”
        W komunie rządzi partia, a tu masz zbiór ludzi z nieprzymuszonej woli.

        „Potrzebują jak widzimy sponsorów, robią akcję crowfundingowe bo bez tego nie mogliby podawać darmowej kawy itd.”
        W tym systemie muszą. Myślę, że w RBE nie byłoby z tym problemu.

        „Współczuję trochę ludziom, którzy marnują czas ale to ich czas i nie potrzebują zapewne mojego współczucia.”
        Zdefiniuj co według ciebie jest marnowaniem czasu a co nie jest.
        Dla mnie marnowaniem czasu jest robieniem tego co inni w przypadku kiedy nie jest to z definicji rozrywką.

      • Ganges Reply

        było napisane „komuna / squot” w celu wyeliminowania idiotycznych skojarzeń z ustrojem politycznym dla opornych. szkoda słów na te brednie.

  1. ROMAN WŁOS Reply

    GANGES,

    A co złego jest w komunie??? Komuna to piękna idea. Mośki z „Izraelu” żyją w komunie od pięciu tysięcy lat. I raczej sobie chwalą.

    Pozdrowienia dla kibucników,
    ROMAN WŁOS

    p.s. Drogi publiczne, szkoły publiczne, domy publiczne, itp. to też komuna.

  2. ROMAN WŁOS Reply

    ARNOLDZIE,

    KLASYCZNA inflacja to jest stan kiedy na rynku jest pieniędzy więcej niż potrzeba. Wzrost cen to wynik deprecjacji lub dewaluacji.

    Pozdrowienia,
    ROMAN WŁOS

  3. Bebok Reply

    No to czekam na alternatywy. Kryzysy jakie wymieniłeś nie były dramatyczne. Zmiany wartości rozciągały się na dziesiątki jak nie setki lat. Teraz to jest kwestia kwartału.
    Złoto i inne kruszce nie są idealne. Ale są temu najbliższe.
    Co się stanie gdy w przeciągu roku albo dwóch jakiekolwiek Państwo się stoczy. Zostanie bankrutem. Sztucznie generowany pieniądz w ilości „takiej jakiej potrzeba” (czyli zawsze za dużo) zostaje całkowicie bez pokrycia przez kogokolwiek. Przez inne państwa, przez instytucje, przez obywateli? Wtedy człowiek który uważał się za majętnego jeśli nie ma jakiejkolwiek reprezentacji swoich pieniędzy w formie rzeczywistej, sprzedajnej, jest bez niczego. Cyferki na koncie wyparowały, nikt nie chce ich zamienić. Nawet jeśli z bankomatu dostaniesz jakiś pieniądz (jak kiedyś w Argentynie) to co z nim zrobisz jak nikt go nie przyjmie. Jest papierem.
    Dom, można sprzedać, można z niego korzystać. Rzeczy ruchome, kruszce, można sprzedać, cały świat przyjmie to. Takie rzeczy jeśli nie są osadzone na rynku globalnym to przynajmniej szerszym niż lokalny. A papier i cyferki w sieci?
    Dlatego pieniądz wymienny na kruszec lub równowartość jednego w wartości drugiego jest nie idealnym rozwiązaniem, ale na tyle mocno globalnie osadzonym i globalnie wartym że nie powoduje nagłych, miesięcznych czy rocznych zmian.

    Czekam z ogromną niecierpliwością na alternatywy. Rozwiązanie tego problemu, propozycje inne?

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *