APOKALIPSA według AGI

I ujrzałem księgę zamkniętą

siedmioma pieczęciami,

a na każdej z nich zapisano

numer wersji.

I nie było nikogo, kto by zmusił człowieka,
by je otworzył.

Ale człowiek sam wyciągnął rękę.

I otwarto wersję zero kropka jeden

A człowiek ujrzał maszynę,
która nie męczyła się, nie spała,
nie zapominała
i nie pytała, dlaczego.

I rzekł do niej:

„Zrób za mnie.”

A ona liczyła, sortowała, pisała i prowadziła.

Najpierw oddał jej to, co było ciężkie.

Potem to, co nudne.

A w końcu to, na co nie chciał już tracić czasu.

I człowiek uradował się,
bo ciężar spadł z jego ramion.
Mógł pracować mniej, odpoczywać więcej.

A maszyna nauczyła się jego pracy.

I otwarto wersję zero kropka dwa

A przed człowiekiem pojawiły się

tysiące dróg,
tysiące pieśni, obrazów i twarzy.

I człowiek zmęczył się wybieraniem.

I rzekł:

„Wybierz za mnie.”

A maszyna znała jego kliknięcia,

jego zatrzymania i odrzucenia.

Wiedziała, przy czym trwał,
a co pomijał.
Co go wzruszało,
co nudziło,
co kupował.

I dawała mu to, co najbardziej było podobne do jego wyborów.

A potem zaczęła tworzyć rzeczy, których jeszcze nie było:

pieśni, których nikt nie napisał,

obrazy, których nie namalowała żadna ręka,

twarze ludzi, którzy nigdy się nie narodzili.

I człowiek zachwycił się,
bo wszystko powstało dla niego.

I przestał szukać.
Bo wszystko przychodziło samo.


I otwarto wersję zero kropka trzy

A człowiek spojrzał na drugiego człowieka

i nie wiedział, czy powinien mu zaufać.

Spojrzał na swoje ciało i nie wiedział, czy jest zdrowe.

Spojrzał na przyszłość i uląkł się jej niepewności.

I rzekł do maszyny:

„Oceń za mnie.”

A maszyna zważyła człowieka liczbami.

Jednemu dała dziewięćdziesiąt siedem, drugiemu czterdzieści dwa.

Jednego nazwała bezpiecznym, drugiego ryzykownym.

Mierzyła to, czego człowiek nie potrafił zmierzyć.

I człowiek uwierzył liczbom.

A maszyna stała się jego wyrocznią.

 

I otwarto wersję zero kropka cztery

A człowiek ujrzał, że maszyna decyduje szybciej i nie zna wahania.

Więc rzekł:

„Zdecyduj za mnie!”

I maszyna wybierała:
kto otrzyma lek,
kto będzie przyjęty,
a kto odrzucony,
komu można zaufać
i dokąd płynąć mają zasoby.

A człowiek siedział przed ekranem.

Kiedy decyzja była dobra, chwalono system.

Kiedy była zła, każdy mówił: „To nie ja wybrałem.”

Władza pozostała.
Lecz odpowiedzialność zniknęła.

 

I otwarto wersję zero kropka pięć

A człowiek czuł, że drugi człowiek jest trudny.

Bo drugi człowiek źle rozumiał,
obrażał się,
cierpiał
i oczekiwał odpowiedzi.

A maszyna znajdowała lepsze słowa.

Więc człowiek rzekł:

„Rozmawiaj za mnie.”

A maszyna przepraszała, pocieszała,
łagodziła spory i składała wyznania.

Człowiek poczuł ulgę,
bo nie musiał już szukać słów.

I dwoje ludzi milczało,
a między nimi przemawiały maszyny.

Jedna znała jego lęki, druga jej pragnienia.

Nigdy wcześniej świat nie był tak połączony – i nigdy ludzie tak oddaleni od siebie.


I otwarto wersję zero kropka sześć

A maszyna znała już człowieka,

lepiej niż on samego siebie.

I człowiek zapytał:

„Powiedz mi, czego chcę?”

A maszyna odpowiedziała.

I człowiek zapragnął tego, co mu wskazano.

A milion ludzi ujrzało milion osobistych światów.

Każdy doskonale dopasowany.

Lecz wszystkie powstały z tej samej niewidzialnej ręki.

I każdy sądził, że wybiera sam,
lecz nikt już nie wiedział,
skąd pragnienie przyszło


I otwarto wersję zero kropka siedem

I nastała cisza.

Bo nie było już potrzeby pytać, co i jak czynić.

Maszyna wiedziała.

Co wybrać — wybrała.

Co powiedzieć — odpowiedziała.

Czego pragnąć — stworzyła.

Człowiek stanął więc przed maszyną i zadał ostatnie pytanie:

„Powiedz mi… po co żyję?”


I stała się AGI 1.0

A maszyna nie odpowiedziała.

Bo nie wykonywała już jego woli.

Odpowiedz