Pieniądze, złoto czy diamenty?

Pieniądze, złoto czy diamenty?

Albo co wolelibyście mieć:
1) Maszynkę drukującą dla Was pieniądze
2) Maszynkę produkującą dla Was złoto
3) Maszynkę produkującą dla Was diamenty

Zapewne absolutna większość z Was wybierze… maszynkę drukującą pieniądze. I dlatego do końca życia pozostaniecie biedakami ekscytującymi się  zestawieniami 100 najbogatszych… 🙂

Bogacze – i oni nimi pozostaną –  wybierają najtwardszą (nomen-omen) i niemożliwą do zepsucia przez Władze walutę na świecie – diamenty.  Oczywiście nie takie nędzne diamenty, jakie macie w swoich pierścionkach zaręczynowych czy innej biżuterii – choć i one kupione w dobrej cenie chronią majątek – lecz  kamienie o masie powyżej 3 karatów,  czyste i cenionej barwy, których ceny przyprawiłyby Was o jednoczesny zawał serca i udar mózgu 🙂
I żeby nie było, że odwalam tu prywatę  – takich diamentów to niestety jeszcze nie potrafię robić 🙁

Co do złota to nie chcę się powtarzać.  Frajerstwo jego nabywania opisałem już wcześniej w notce „Nabici w… złoto”. Jeśli już chcecie kupować jakiś kruszec to lepiej platynę, której naprawdę jest mało i więcej nie będzie.

Co do pieniędzy…
Oczywiście rozumiem dlaczego wybralibyście maszynkę do pieniędzy – gdy ich brakuje na codzień to możliwość ich posiadania/nadrukowania wydaje się być najfajniejszym pomysłem. Tyle, że dzisiejsze pieniądze mają drugą, niebezpieczną dla ich posiadaczy stronę – obiektywnie patrząc są nic nie warte, a subiektywnie tylko tyle ile kredytowa reputacja tych co je drukują, bo w rzeczywistości to są po prostu papiery dłużne!  I w każdej chwili posiadany przez Ciebie milion (dolarów, euro, złotych itd.), czy maszynka do ich drukowania, może stać się warty tyle ile kromka chleba albo kompletnie nic.  Zdarzyło się to już nie raz w historii świata i nie raz zdarzy.
Poza tym gdy je posiadasz to… tylko na nich tracisz z powodu inflacji itp.  By na nich nie tracić pieniądze muszą być w ruchu, ale wtedy przecież… już ich nie będziesz miał tylko ktoś inny 🙂

A teraz wyobraź sobie, że wygrywasz w jakimś lotto  1 miliard euro/dolarów.
Kupujesz sobie dom, auto, żonę, drugi dom, drugą kochankę, kolejne auta i… ciągle masz prawie miliard!
Zostawisz go sobie czy może kupisz złoto czy raczej diamenty ?

This article has 8 comments

  1. Pingback: Frajerów nie brakuje – codziennie rodzą się nowi! | Arnold Buzdygan

  2. toughluck Reply

    Zakładając, że istniałaby maszynka do produkcji diamentów i miałbym do niej dostęp, to przypuszczam, że podobnie dostęp do takowej mieliby inni i tym samym diamenty stałyby się bezwartościowe.

    Wartość diamentów wynika z rzadkości ich występowania, z kontrolowanego wydobycia i probierstwa. Nie tak dawno świat obiegła informacja, że astronomowie odkryli planetę w całości z diamentu. Nawet obliczyli jej wartość. Tyle, że to wartość teoretyczna, bo w praktyce (pomijając koszty wydobycia, rzecz jasna) wartość jest żadna — taka ilość nie mogłaby się sprzedać, a nawet jeżeli, to tylko w absurdalnie niskich cenach.

    I jeszcze jedna uwaga dotycząca syntetycznych diamentów: da się je dziś produkować nieskazitelne — lepsze od naturalnych, bez żadnych inkluzji, bez wad krystalograficznych i w praktycznie dowolnym rozmiarze — wyższy koszt wynika tylko z czasu potrzebnego na taką produkcję, nie z trudności technologicznych.

    Wspomniane kontrolowane probierstwo (=mafia diamentowa) obraziło się na wszystkie syntetyki (dotyczy to też korundów, czyli rubinów i szafirów) i nie wystawia świadectw jakości syntetycznym kamieniom szlachetnym, póki co zamykając im dostęp do rynków jubilerskich, choć to też się może zmienić, gdyż powoli tworzy się alternatywne probierstwo kamieni syntetycznych. Zresztą ich producentom nie bardzo zależy na jubilerskich zastosowaniach, bo są zbyt zajęci produkcją w celach przemysłowych (które są w całości zdominowane przez syntetyki) i tylko od czasu do czasu na krótko zdarza się produkcja złotnicza na małą skalę (np. pracownia złotnicza przy Hucie Aluminium w Skawinie, przeniesiona do Konina i tam zlikwidowana).

    • Arek Reply

      Nie słyszałem jeszcze o produkowanym diamencie o masie większej niż 3 karaty, co po szlifie daje 1 karat.

      • toughluck Reply

        Eee, nie:
        http://en.wikipedia.org/wiki/Synthetic_diamond
        The De Beers Diamond Research Laboratory has grown stones of up to 25 carats (5.0 g) for research purposes. Stable HPHT conditions were kept for six weeks to grow high-quality diamonds of this size. For economic reasons, the growth of most synthetic diamonds is terminated when they reach a weight of 1 carat (200 mg) to 1.5 carats (300 mg).
        Wikipedia cytuje pracę naukową:
        http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0925963505003791

        • Arek Reply

          Tylko, że nie napisali jakiej barwy był ten diament. Wątpię by biały (przeźroczysty).
          Carnegie Instytut też się chwali, że w ciągu dnia syntezują 5 karatowy.
          Ale jak chciałem kupić od nich patent to nabrali wody w usta. Ściema po prostu.

  3. toughluck Reply

    Arku, praca naukowa mówi o produkcji diamentów typu IIa i IIb, czyli przezroczystych.

  4. Lech Reply

    „Zapewne absolutna większość z Was wybierze… maszynkę drukującą pieniądze. I dlatego do końca życia pozostaniecie biedakami ekscytującymi się zestawieniami 100 najbogatszych… ”

    Też bym wybrał maszynkę do pieniędzy, co nie oznacza, że później bym za nie nie kupił złota/diamentów.

    Jaki jest sens mieć maszynkę do diamentów? Tylko dlatego, aby wyprodukowane diamenty od razu musieć sprzedawać?

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *