Kamieniec Podolski

Twierdza w Kamieńcu Podolskim nocą

Po pierwszym pobycie na Ukrainie kilka lat temu byłem zachwycony  potencjałem rozwoju jaki widziałem w tym kraju i zdziwiony, że go tak słabo Ukraińcy wykorzystują.
Dziś, po ostatniej kilkudniowej podróży jestem jeszcze bardziej zdziwiony, a nawet przerażony skalą staczania się tego kraju.
Ukraina jest dwa razy większa od Polski, liczniejsza o 10 mln ludzi, ma piękne krajobrazy, urodzajne ziemie i inne bogactwa naturalne co pretendowałoby ją do bycia bogatym krajem, a przynajmniej bogatszym niż Polska. O dziwo jest jednak biedniejsza i wcale nie staje się bogatsza 🙁
Gdy byłem tam 4 lata temu za złotówkę płacono tylko 1,42 hrywny, teraz  dwa razy tyle – 2,8 hrywny.

Choć benzyna, węgiel, gaz, energia – i prawdopodobnie materiały budowlane  – są tam niezwykle tanie to nie widziałem kwitnącego przemysłu lub innego biznesu. Wręcz przeciwnie.

Choć ma zwykle aż 4 pasmowe szosy, które spokojnie można jeszcze poszerzyć o kolejne pasy bo tam budynki rzadko spotykanych wsi w ogóle nie przylegają do dróg,  to jednak są one tylko między miastami. Reszta dróg nawet nie była utwardzona! A jeśli nawet to żwirem i kamieniami  chyba jeszcze za czasów gdy była to Polska (przedwojenna II Rzeczpospolita). Obecnie boczne drogi i między wsiami to klasa poniżej naszych polnych dróg. Czyli znowu wydawałoby się, że mnóstwo roboty do wykonania i kasy zarobienia.
Ale teraz jest jeszcze gorzej – nawet główne drogi, co były wylane betonem lub asfaltem są straszliwie zniszczone – zobaczcie sobie na zdjęciach poniżej oraz tutaj jak bardzo.
I to nie jest tylko wina mroźnej zimy, lecz  partyzanckiego sposobu ich łatania i nakładania słabej nawierzchni. Oczywiście nie wszędzie bo w pobliżu Kijowa było lepiej. Za to trasa Korczowa – Lwów, Lwów – Tarnopol – Kamieniec Podolski to istny koszmar. A 40 kilometrowy odcinek na trasie Kijów – Jagodna  (miasteczko po ukraińskiej stronie przy przejściu granicznym z Polską) praktycznie nie istnieje.  Trzeba także uważać na znaki ograniczające prędkość do 50 km – zapewne zaraz po nich droga  dosłownie się skończy na kilkadziesiąt metrów.
DOPISEK: Tutaj macie nagranie z listopada 2014 roku.
Co ciekawe – średnia prędkość jazdy wyszła mi i tak wyższa niż w Polsce. U nas wieś na wsi, miasto za miastem, ograniczenia prędkości i wleczące się zawalidrogi, których nie daje się wyprzedzić, spowalniają ruch skuteczniej niż ukraińskie wyboje.

Choć 60% Ukrainy to urodzajne czarnoziemy to w większości są to niezagospodarowane bezkresne nieużytki.  Stawiałbym tezę, że jednym z powodów jest brak maszyn rolniczych i uprawa roli tylko przy pomocy siły mięśni własnych i zwierząt – a nimi to się za wiele nie obrobi. Czyli kolejne pole do popisu?
Swoją drogą te odległości na  Ukrainie daje się wybitnie odczuć właśnie przez wyludnienie przestrzeni. Czyżby to  skutek systematycznych wywózek ludności polskiej w latach 1920-1953 ?

Sfera użyteczności publicznej kompletnie zaniedbana.  Dominują autobusy, tramwaje, karetki, a nawet ciężarówki itd. gdzieś z lat 70 i 80. Wysłużone, zniszczone. Mści się ukraińskie (czy tylko?) podejście do publicznej własności – jak coś państwowe to niczyje i można brać z tego ile wlezie, prywatne to już nie wypada bo to kradzież. Dlatego jak coś jest publiczne to jest nędzne i niezadbane.

Tramwaj w Winnicy

Tramwaj w Winnicy, kabriolet?

Tu istotna uwaga: poza cerkwiami i rządowymi urzędami. Te dosłownie lśnią w każdym aspekcie – świeżością, majestatem, bogactwem.

Świątynia w Kamieńcu Podolskim

Świątynia w Kamieńcu Podolskim

W ogóle przejazd przez wsie i miasteczka Ukrainy to jak cofnięcie się w czasie w klimaty polskich lat 80 i schyłkowego PRLu.  Półki tak sklepików jak i „marketów” obłożone na siłę jakimś tanim produktem – np. majonezem – coby nie świeciły pustkami. Sklepiki przy stacjach benzynowych standardowo puste lub pozamykane, puszki pepsi nie uświadczysz – choć już drogiego „energizera” jak najbardziej – a cola i fanta jak jest to w puszcze o 1/3 mniejszej -0,26 litra a nie 0,33 jak u nas.  Patrz foto.

Do tego dochodzi niszczenie publicznej przestrzeni. Co z tego, że krajobrazy są śliczne, wcięcia rzek wspaniałe, skoro… wszystko to jest zasyfione śmieciami i ściekami?  Dosłownie w każdym strumieniu, rzeczce, jakimś jarze, parowie, uroczysku, w lasach przy drogach, w rowach itd. leżą śmieci. I to nie te łatwo rozkładające się, ale plastyki, gumy (opony), żelastwo.

Śmieci w strumieniu

Śmieci w punkcie widokowym

Śmieci w punkcie widokowym

A przecież wspólna przestrzeń to jeden z czynników osobistego bogactwa. Uwzględniając to Ukrainiec zawsze będzie biedniejszy od najbiedniejszego mieszkańca Zachodu, nawet gdyby miał karaty brylantów, tysiąc metrowy pałac  zamiast domu i lexusa (ulubione auto mieszkańców Kijowa).

Mając w pamięci rozwój Polski widzę wyraźnie jak dużo na Ukrainie jest do zrobienia i ile pól działalności gospodarczej jeszcze do zagospodarowania.       I powiem szczerze, że nie bardzo wiem dlaczego z Ukrainą jest tak źle skoro powinno być super.
Czy na tak złą rzeczywistość ta silny wpływ ma jakaś część ukraińskiej mentalności? Sowieckiego podejścia do pracy? Łatwości okradania w sferze publicznej, braku dbałości o nią i jej lekceważenia?
A może tak mści się brak możliwości kupienia ziemi na własność?
Czy też może decyduje o tym fatalny błąd popełnieniu u samego zarania polegający na wybraniu cyrylicy zamiast używanego przed wojną alfabetu łacińskiego?
W rolnictwie bez wątpienia stawiałbym na brak ludzi i kapitału.  Gdyby nie wywieziono ludności polskiej to na pewno nie byłoby tylu pustych przestrzeni i nieużytków. Z drugiej strony dziś spokojnie można by to nadrobić umaszynowieniem produkcji rolnej. Ale na ciągniki, kombajny, przyrządy do nich i inne maszyny trzeba właśnie pieniędzy.  A jak tu ściągnąć inwestorów skoro na Ukrainie przez nieczytelny dla nich alfabet czują się analfabetami, no i nie mogą kupić ziemi?

A tak prywatnie to doszedłem też do wniosku, że nie mogę tam za długo przebywać bo fiksuję językowo, oraz zrozumiałem dlaczego tak rzadko rozpoznawałem „lwowską” kuchnię, nawet w rodzinach o lwowskich korzeniach. Kuchnia mojej mamy urodzonej w Buczaczu – wbrew temu co myślałem – nie była lwowska lecz podolska. To w Kamieniu Podolskim i Winnicy czułem się jakbym jadł w domu.

Acha.
Widziałem tylko „zachodnią” Ukrainę. Ponoć wschodnia część Ukrainy różni się od zachodniej, ale tam nie dotarłem, więc nie wiem.

A poniżej obiecane fotki dróg. Więcej fotek z Ukrainy jest tutaj oraz na blogu Adasia (z reportażem Ali z podróży)

Drogi na Ukrainie

Drogi na Ukrainie

Drogi na Ukrainie

Drogi na Ukrainie

Drogi na Ukrainie

Drogi na Ukrainie – do wiosek

This article has 6 comments

  1. coma11 Reply

    drogi podobne we Wrocławiu, czasami się zastanawiam w jakim ja kraju żyję , szczególnie gdy jadę do pracy
    pozdrowionka Dari

  2. krop Reply

    „A jak tu ściągnąć inwestorów skoro na Ukrainie przez nieczytelny dla nich alfabet czują się analfabetami” ha ha
    A ci sami inwestorzy będąc na Węgrzech, czy na Litwie już nie są analfabetami i wszystko rozumieją, bo jest alfabet łaciński? 😉
    W samej UE innych alfabetów używają jeszcze Bułgarzy i Grecy.

  3. Emily Reply

    „A jak tu ściągnąć inwestorów skoro na Ukrainie przez nieczytelny dla nich alfabet czują się analfabetami” ha ha
    A ci sami inwestorzy będąc na Węgrzech, czy na Litwie już nie są analfabetami i wszystko rozumieją, bo jest alfabet łaciński? 😉
    W samej UE innych alfabetów używają jeszcze Bułgarzy i Grecy.

  4. Magdalaena Reply

    Na mnie w zeszłym roku wrażenie zrobiła ekspedientka licząca na liczydle (hotel Ksenia). A obok leżał kalkulator.

  5. Gość Reply

    `como11`podziekuj`Bogu`ze`zyjesz`w`Polsce`bo,niejeden`ukrainiec`na`kolanach`by`do`Wrocławia`sie`czołgał`aby`zamienić`się`z`tobą`miejscami

  6. Gość Reply

    `como11`podziekuj`Bogu`ze`zyjesz`w`Polsce`bo,niejeden`ukrainiec`na`kolanach`by`do`Wrocławia`sie`czołgał`aby`zamienić`się`z`tobą`miejscami

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *