Od ćwierć wieku nie ma Służby Zdrowia, została tylko w głowach ludzi.

Mało kto zauważył, że od końca lat 90. w Polsce formalnie nie funkcjonuje już „Służba Zdrowia”, lecz „System Opieki Zdrowotnej”.

„Służba” oznacza misję, obowiązek wobec społeczeństwa i gotowość do poświęceń. „System” to struktura, procedury, kontrakty, finansowanie i rozliczanie świadczeń.

Paradoks polega na tym, że wielu Polaków nadal ma w głowie „Służbę” i obdarza lekarzy społecznym prestiżem oraz zaufaniem charakterystycznym dla służby publicznej, podczas gdy od dawna funkcjonujemy w całkowicie innych realiach.

Tymczasem problem zapewnienia konstytucyjnie gwarantowanego dostępu do świadczeń zdrowotnych można rozwiązać  natychmiast, od jutra, poprzez otwarcie rynku na lekarzy, pielęgniarki i innych pracowników medycznych z zagranicy.

Dlaczego pacjent ma czekać wiele miesięcy na wizytę lub badanie finansowane przez NFZ, skoro mógłby mieć wybór? Mógłby zdecydować, czy chce czekać na lekarza mówiącego po polsku, czy skorzystać z pomocy lekarza z zagranicy iść „do Hindusa”, nawet jeżeli oznaczałoby to konieczność wspierania się tłumaczem – choćby automatycznym lub zapewnionym przez placówkę.

Najważniejsze powinno być dobro pacjenta i realny dostęp do leczenia. Jeśli obecne regulacje uniemożliwiają szybkie zwiększenie liczby personelu medycznego, warto zadać pytanie, czy priorytetem rzeczywiście jest interes pacjentów, czy raczej utrzymanie istniejących barier wejścia do zawodu.

Odpowiedz