Od paru lat – a od kilku miesięcy ze zwielokrotnioną intensywnością – ze zgrozą obserwuję antyplastykowe kampanie.
Aż zżera mnie ciekawość – KTO za tym stoi i wywala tyle kasy na sponsorowanie takich artykułów w mediach!?
Jakie wredne typy próbują wywołać u ludzi poczucie winy z powodu używania plastyku?
I jakie interesy Ci ludzie chcą ugrać psując ludziom jakość życia? Bo sensu w tym antyplastykowym oszołomstwie NIE MA żadnego.
Pierwsze moje pytanie – wiecie na jak toksyczne rzeczy rozkłada się plastyk? Bo przekonuję się, że niewiele osób wie.

Ano na tak „toksyczne” rzeczy jak… woda i węgiel. O ile oczywiście nie stanie się paliwem w cementowni. Bo przecież płacę krocie śmieciarzom i wrzucam plastyki do odpowiedniego kosza na śmieci, żeby zostały poddane recyklingowi lub stały się paliwem. Jaką więc szkodę wyrządzam środowisku używając plastykowej jednorazówki, czy butelki?

Drugie pytanie – co zamiast plastyku? Jakie opakowania proponują oszołomy zamiast plastykowych?
Papier, szkło, aluminium?
To teraz porównajcie sobie toksyczność rozkładu papieru i jego czas do braku toksyczności rozkładu plastyku oraz czasu rozkładu obu tych rzeczy.
O szkle nawet nie wspomnę bo się nigdy* nie rozkłada, najwyżej się potłucze na ostre kawałeczki.
Porównajcie sobie ile energii wymaga produkcja szkła, papieru, aluminium a ile plastyku i jaki to ma wpływ na środowisko.

Papier 7 kWh/kG
Szkło 14 kWh/kG
Aluminium 22 kWh/kG
Plastyk 1 kWh/kG

Pomijam przy tym zupełnie koszty środowiskowe – wycinkę lasów, szkody górnicze i toksyczność procesów wytwórczych szkła, papieru i aluminium oraz to, że jak plastyk się spali w cementowni to strata energii jest jeszcze mniejsza.

A jeszcze gorzej wygląda to w ciężarze opakowań. W tabeli waga dla 1 litrowego pojemnika.

Papier 40 g
Szkło 460 g
Aluminium 54 g
Plastyk 31 g

Do tych obciążeń dodajcie sobie to jak zmiana plastykowych opakowań na wielokrotnie cięższe, wpłynie na zwiększenie zużycia paliwa w transporcie i w efekcie znowu – na środowisko.  Może to jest pomysł na jakiś grant badawczy? Żeby to dokładnie policzyć.

Czyżby właśnie to kompanie naftowe finansowały kampanie za wykluczeniem plastyku !?

Bo przecież głównym paliwem transportu towarowego jest ropa. W tym segmencie elektryki to śladowa ilość.

Zastanówmy się teraz co zmieni to, że my w Polsce, czy nawet UE, nie weźmiemy plastykowej rurki czy torebki skoro to nie my zaśmiecamy rzeki i oceany a inne ludy? Bo w Europie plastyk jest bardzo poszukiwanym przez cementownie paliwem alternatywnym. Nie dość, że tańszym niż węgiel (dla cementowni) to  jeszcze zmniejsza ilość dioksyn w spalinach.
Nadto wielu ludzi używało toreb po zakupach jako worków na śmieci – gdy ich zabraknie będą musieli i tak kupować worki tylko tym razem użyją ich raz – na śmieci. A teraz używaj co najmniej dwukrotnie. Ale nawet jeśli taki plastyk trafi na hałdę to w rzeczy samej nic strasznego – rozkłada się przecież na węgiel, wodę i tlen, kwestia czasu.

Problemem nie jest więc plastyk jako taki – papier rozkłada się jeszcze dłużej i jest toksyczny – lecz mentalność południowych ludów, które przyzwyczajone były, że jak zrobią kupę czy wyrzucą śmieci obok domu (lub do rzeki) to za 3 dni one znikną bo zje je robactwo.
To te ludy muszą zmienić mentalność, a nie my utrudniać sobie życie.

I jeszcze dygresja o Wielkiej Pacyficznej Plamie Śmieci.
Przeczytałem ostatnio, że naukowcy z Ocean Cleanup, czyli grupy opracowującej technologie mające na celu zmniejszenie śmieci w oceanach, ustalili, że co najmniej 46 proc. plastiku w tej Plamie pochodzi z jednego produktu – sieci rybackich i innych narzędzi połowowych!

Reasumując – ktoś usilnie i wbrew rozsądkowi chce wywołać w społeczeństwie poczucie winy i cofnąć nas do Średniowiecza.
Zastanówcie się kto za tym stoi, dlaczego to robi i nie dajcie sobie robić z mózgu wodę.

Dopisek:
Na Wyborczej jest kolejny artykuł „Co możemy zrobić dla Ziemi? Zjeść jednego kotleta mniej**. To naprawdę dużo.”

„Temperatury na Ziemi będą rosnąć, wiele rejonów, w tym w Polsce, będą dotykać susze. Jak można pomóc? – Każdy może zjeść jednego kotleta mniej. I to już jest bardzo dużo. Zwierzęta hodowlane generują około 18 proc. gazów cieplarnianych – mówi Kamil Wyszkowski, ekspert ds. zmian klimatycznych, dyrektor inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ – Global Compact.”

Jest to kolejny przykład jak próbuje się wywołać w ludziach poczucie winy i robi im się wodę z mózgu, bo te „gazy cieplarniane” powstają z roślinek, które:

a) wcześniej te „gazy cieplarniane” wchłonęły

b) rośliny nie zjedzone przez zwierzęta i tak wydzielą te „gazy cieplarniane” tyle, że wywołane przez robale i bakterie, które się nimi pożywią.

No, ale to my ludzie mamy czuć się temu winni i zjadać mniej kotletów.

Dlatego zachęcam do zapamiętania nazwiska tego „EKSPERTA ds zmian klimatycznych”, żeby unikać jego mądrości jak trujących oparów. Tylko nie podpowiadajcie mu, że powinien jeszcze wspomnieć o zużyciu bezcennej wody w hodowli!

*
Oczywiście w przyrodzie nie istnieje nic co by trwało wiecznie (nawet rzekomo wieczne diamenty).
Czas rozpadu szkła liczymy w milionach lat.

** To cytat tytułu z Wyborczej a nie moje słowa. Dla dziennikarzy Wyborczej jak zwykle „Polska język trudna język” a na naumianego redaktora, który poprawiłby na „zjeść jeden kotlet mniej” szkoda im kasy.

This article has 2 comments

  1. Roman Włos Reply

    Arnoldzie,

    Ale tworzywa sztuczne robi się z ropy naftowej. W Polsce, Orlen jest potentatem w zaopatrzeniu rynku w granulatu plastików.

    Pozdrawiam,
    ROMAN WŁOS

    • Arek Reply

      Z „odpadów” pozostających z produkcji paliw. Przychody to tylko kilka procent tego co z paliw. No i można z nich robić inne rzeczy, więc im to bez różnicy.
      Ale nie upieram się, że to one. Tylko jeśli nie one to kto?
      ps
      W Chinach przemysł chemiczny oparty jest na węglu nie ropie.

Dodaj komentarz