Dość gadania, czas na czyny w sprawie „kredytów frankowych”.

Od kilku dni z zainteresowaniem czytam artykuły dotyczące problematyki „kredytów frankowych” jak również, komentarze pod nimi.  I nasunęły mi się dwie refleksje. Pierwsza jest taka, że dość tego czczego gadania, czas na czyny. Dlatego też Organizacja Konsumentów Usług Telekomunikacyjnych (OKUT), zajmująca się statutowo ochroną praw konsumentów, będzie występować NA RZECZ konsumentów, którzy zostali pokrzywdzeniu przez banki i chcą z tym w końcu coś zrobić, ale nie mają sił albo finansowych możliwości na samodzielne działanie i pozwy. Jeżeli jesteś taką osobą to proszę o kontakt ze mną, najlepiej drogą e-mailową: arnold@buzdygan.com.  W sumie to każdy kto chciałby podesłać swoją umowę na „kredyt walutowy” (mogą być dane kwotowe i personalne wymazane) jest mile widziany. Oczywiście nie poprzestaniemy na działaniach na rzecz poszczególnych osób, przygotowujemy już także pozew do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów za zbiorowe naruszanie praw konsumentów przez banki oferujące „kredyty” walutowe, ale ten sąd jest tak obłożony, że jeśli sprawa nie dostanie jakiegoś specjalnego priorytetu to pewnie zacznie się dopiero za 2-3 lata 🙁   Dlatego przyda nam się każda umowa tego typu , żebyśmy mogli wyłuskać jak najwięcej zapisów do zaskarżenia w jednym pozwie.

Druga moja refleksja jest smutna i dotyczy tego jakim beznadziejnie zawistnym i cieszącym się z cudzych nieszczęść społeczeństwem jesteśmy 🙁   Rzeczywiście – przy polskich kotłach diabły nie muszą trzymać straży, sami pilnujemy żeby inny mogli nas równo usmażyć.  Przestaje mnie też dziwić, że kto tylko może to robi nas jak tylko chce w chuja – czy to operatorzy GSM, czy banki, czy urzędasy i rządzący.  I to na potęgę.

Aż dziwi mnie jak to możliwe, że w Polsce powstała kiedyś SOLIDARNOŚĆ !?
To jest po prostu niewiarygodne.

40 myśli na temat “Dość gadania, czas na czyny w sprawie „kredytów frankowych”.

  1. ARNOLDZIE,

    Ja widzę, że Ty – mimo Moich komentarzy – ciągle nie doceniasz potęgi Mośków ani głupoty Gojów.

    Na dodatek, sam dajesz się robić w bambuko wierząc, że te Mośkowskie organizacje coś zrobią aby ulżyć Gojom.

    Wiedz, że UOKiK nie zajmuje się konsumentami podobnie zresztą jak miejski rzecznik konsumentów.

    Pozdrowienia,
    ROMAN WŁOS

    p.s. Solidarność została stworzona przez Mośków podobnie jak wcześniej został przez Nich stworzony Obóz Socjalistyczny.

    1. Wiem, że Władze nic nie zrobią, są skorumpowane przez banki, dlatego trzeba wziąć sprawy we własne ręce.
      Na początek pójść z tym do sądu.

  2. ARNOLDZIE,

    Nic nie zdziałasz – sądy to też Mośki. Jedyny sposób to poprzeć ROMANA WŁOSA na urząd prezydenta RP 2015.

    Ale Ty i tak palcem nie kiwniesz, Pantek stawia Mi niewykonalne warunki (znalezienie 5000 osób do zbierania podpisów na listach poparcia), a lemingi i tak zrobią to co każą Im publikatory, szczególnie telewizja.

    Dlatego musi pozostać tak jak jest. Mośki doją głupoli, głupole harują na dostatnie życie Narodu Wybranego.

    Pozdrowienia,
    ROMAN WŁOS

    p.s. Ludzie są tak durni, że nawet kiedy Ich wyruchasz, to będa kwiczeć z zachwytu jaki jesteś dla Nich dobry.

    p.p.s. Ja kiedyś chciałem zgłosić T-Mobila i Play do UOKiK, to Mi powiedzieli, że Oni dbają o interesy m.in. T-Mobila i Playa, a nie ich pacjentów. Odesłali Mnie do rzecznika konsumentów w urzędzie miasta, a tam jakaś debilna pani kazała Mi przyjechać osobiście. A i tak powiedziała, że ona nic nie jest w stanie zrobić.

    1. Nic nie robiąc na pewno nic się nie zdziała.
      Jakoś w sprawie klauzul w umowach GSM się udało to i tu się uda.

      Równie dobrze mógłbym zapytać po co próbujesz kandydować skoro wiesz, że „nic nie zdziałasz” ?

      1. ARNOLDZIE,

        Właśnie Ja wiem, że zdziałam dużo. Tylko Naród jeszcze tego nie wie.

        Natomiast jak chodzi o klauzule, to nie bardzo wiem o co chodzi, ale wiem, że bez względu na klauzule Mośki w GSM-ach ruchają pacjentów na potęgę.

        Ostatnio, Mośki doliczyły Mi jakąś opłatę startową – ponad 60 pln – za przyłączenie do sieci.

        Ja Mośków zjebałem z góry na dół, na co One przyznały Mi jednorazową zniżkę na ponad 60 pln. Mośki powiedziały, że ta zniżka to w imię Naszej przyszłej współpracy.

        Tzn. współpraca będzie polegać na tym, że Mośki będą próbować Mnie dymać, a Ja będę musieć nie dać się dymać.

        Takie coś na pewno jest owocne.

        Tak czy siak, mądry z Ciebie chłopak.

        Pozdrowienia,
        ROMAN WŁOS

        1. ROMAN WŁOS,
          „Ja Mośków zjebałem z góry na dół, na co One przyznały Mi jednorazową zniżkę na ponad 60 pln. Mośki powiedziały, że ta zniżka to w imię Naszej przyszłej współpracy.

          Tzn. współpraca będzie polegać na tym, że Mośki będą próbować Mnie dymać, a Ja będę musieć nie dać się dymać.

          Takie coś na pewno jest owocne.”

          Teraz jeszcze bardziej mnie to bawi kiedy dowiedziałem się , że Meritum bank zmienił regulamin opłat tak, że jak nie zamknę konta do 1 czerwca 2015 to będę płacił 8+6=14zł(wcześniej zero) miesięcznie za posiadanie karty debetowej.
          To są owoce współpracy z nimi 🙂
          PS.
          Ciekawe ile osób nie przejrzy lub nie przejrzy wystarczająco dokładnie tych zmian w regulaminie.
          PSS.
          Co ciekawe wcześnie na ich portalu(po zalogowaniu) wsród wniosków dostępny był wniosek o zamknięcie konta, a teraz już nie ma 🙂

    2. ROMAN WŁOS,
      Oszacuj ile realnie podpisów jest w stanie zebrać jedna osoba w ciągu 2-3godzin. Przyjmijmy, że wynosi x.
      Teraz podziel 300000/x i wyjdzie ci liczba osób potrzebna do zarejestrowania ciebie jako kandydata na prezydenta Polski.

      1. Trzy dziewczyny pracujące wspólnie – jedna trzyma listy i daje do podpisu, dwie namawiają – zbierają około 1000 podpisów na dniówkę (maksymalnie 4 godzin pracy).
        Ale wytrzymują tylko trzy-cztery dni, potem siada im psychika, czyli potrzeba zatrudnić około 2-3 tys. dziewczyn pracujących zwykle jako hostessy itp.
        Podpisy da się zebrać tylko w dużych miastach, albo na zlotach młodzieży. Na wsiach i w mniejszych miastach i miasteczkach ludzie są tak podejrzliwi, że nie chcą podać peselu.
        Do tego masz ograniczony czas, praktycznie do około 10 dni.
        Jedyny plus wyborów prezydenckich jest taki, że można dziewczynom oficjalnie płacić za zbieranie podpisów (w parlamentarnych muszą to robić „wolontariusze”).
        Jeśli więc ktoś dysponuje 200-300 tys. złotych to MA SZANSĘ zebrać podpisy bo ludzie podpiszą się dziewczynom nawet jakby kandydatem był Putin.

        Inny sposób to mieć ~20 tys. prawdziwych wielbicieli – Ci mogą zebrać po rodzinie po kilka podpisów na łebka i też uzbierać wymagane 100 tys.

  3. DO ANRNOLDA I DO PANTKA,

    Obydwaj jesteście w błędzie, przy czym Arnold jest bliższy prawdy. Otóż, Pantek musi wiedzieć, że podpisów potrzeba zaledwie 100,000 sztuk. Tak więc, wynik Twojego dzielenia będzie trzy razy mniejszy niż się spodziewasz.

    Poza tym, nie wiem dlaczego uważasz, że podpisy mogą zbierać tylko dziewczyny i na dodatek tylko przez 2-3 godziny. Dobry zbieracz lub zbieraczka zbiera 25 godzin na dobę, 8 dni w tygodniu, 400 dni w roku.

    Arnold widzi zagadnienie bardziej praktycznie, ale Jego oszacowania są wzięte z „Księżyca”. Załóżmy, że te trzy dziewczyny zbierają te podpisy przez 10 godzin dziennie. To daje 100 podpisów na godzinę aby zebrać tę liczbę 1000 sztuk.

    Czyli co 36 sekund jeden podpis – tak przez całe 10 godzin. Bez chwili na sikanie, na jedzenie, itp. A Ty – Arnoldzie – dałeś tym dziewczynom na to zaledwie 4 godziny czyli jeden podpis w mniej niż 15 sekund. Taki wynik nie jest możliwy nawet na taśmie produkcyjnej.

    Arnold także się myli uważając, że odpowiednio duża liczba znajomych coś pomoże. Policz ile czasu i pieniędzy potrzeba aby skontaktować się np. z 20,000 ludzi – poprosić ich o podpisy, wydać im formularze list poparcia, zebrać te listy z powrotem. To trudne logistycznie zadanie.
    Podobnie zresztą jak zatrudnienie 2,000-3,000 dziewczyn.

    Arnoldzie, liczby nie kłamią. Dlatego, podpisy nie są zbierane lecz są produkowane. Dlatego prawie nigdy nie spotkasz ludzi zbierających podpisy poza jakimiś śmiesznymi wyborami na szczeblu wsi.

    I tu jest pies pogrzebany. Dopóki w ordynacjach wyborczych będzie debilny wymóg zbierania podpisów, dopóty kandydatami będą tylko oszuści, złodziej i inne szumowiny.

    Pozdrowienia,
    ROMAN WŁOS

    p.s. Jak nie wygram wyborów prezydenckich, to albo zrobię Majdan, albo wyjeżdżam do normalniejszego kraju.

    1. To co napisałem wynika z mojej praktyki.
      Kilka razy zbierałem podpisy – nie chce mi się liczyć, ale co najmniej trzy razy, z tego raz przy prezydenckich – i wiem dokładnie jak to się robi i ile dziewczyny zbierają.
      Nie są w stanie wytrzymać dziennie dłużej niż 4 godziny, to bardzo wyczerpująca praca tak fizycznie jak i psychicznie.
      Oczywiście nie mówię tu o zbieraczach siedzących przy stolikach, którzy tylko udają, że je zbierają a potem fałszują albo mają mizerne wyniki, tylko o tym, że laski podchodzą do ludzi i proszą o podpis pod listą.

      1. ARNOLDZIE,

        No to bądź pewien, że dziewczyny te podpisy wyprodukowały. Ja też zbieram od kilkunastu lat i wiem jak to działa. Jeżeli zbierzesz 15 podpisów na godzinę, to jesteś dobry.

        Ludzie nie znają PESELi, nie odróżniają prezydenta od wojewody, burmistrza czy nawet sołtysa. Trzeba im tłumaczyć co to jest adres ZAMIESZKANIA, a co adres ZAMELDOWANIA.

        Jak nie wypełnisz sam danych z ich dowodów, to popiszą ci bzdury. Zamiast PESELu wpiszą nr telefonu, pomylą rubryki, itp. Ludzie to tępota umysłowa.

        Zauważyłem, że wiele osób nawet nie wie jak ma na imię lub nazwisko. Spotkałem wielu takich pacjentów. Tak a propos, w internecie istnieje informacja, że Twoje imię brzmi ANDRZEJ, a nie ARNOLD.

        Kiedy to wszystko zbierzesz do kupu alles zusamen, to zobaczysz, że 15 podpisów na godzinę to jest dobry wynik.

        Pozdrowienia,
        ROMAN WŁOS

        1. Tych co „produkowali” podpisy szybko wyłapywaliśmy bo opracowaliśmy na to trzy metody, jak również na ludzi próbujących z pamięci podawać pesel itd.
          Zresztą same urzędasy przyznały, że jeszcze nigdy nie widziały tak zweryfikowanych list.
          Ja nie zbiorę nawet 10 podpisów na godzinę, do tego nadają się tylko dziewczyny i MUSZĄ pracować w grupce w odpowiednich miejscach.
          I wtedy mają takie wyniki.

    2. ROMAN WŁOS,
      Te 3*100tys. wynika z tego, że jak uzbierasz 100tys. wystarczy, że PKW odrzuci 1 podpis, a jak uzbierasz 200tys. to wystarczy, że odrzuci ponad połowę. Przy 300tys. PKW załamię ręce 🙂

      PS.
      >>> 20*3
      60
      >>> 300000/60
      5000

      Przy założeniu, że jedna osoba zbiera 20 podpisów w godzinę.
      Więc moje 5000 się zgadza 🙂

      >>> 20*4
      80
      >>> 300000/80
      3750

      Albo porozsyłaj do jak największej ludzi listy z listą poparcia i znaczkiem zwrotnym( o ile to legalne).

      1. >Albo porozsyłaj do jak największej ludzi listy z listą poparcia i znaczkiem zwrotnym( o ile to legalne).

        Nikomu nie będzie się chciało odesłać to raz. Dwa – zobacz ile kosztuje znaczek. Taniej jest zatrudnić hostessy (1 do 2 zł za podpis).

          1. Przy normalnie zbieranych podpisach tych złych (nieczytelnie zapisane dane, zły pesel, nieodpowiedni wiek) jest ledwie parę procent a nie 300.
            A przy wyszkolonych dziewczynach jeszcze mniej.
            Możesz więc liczyć 110 tys. podpisów a nie 300 tys.
            Ale niech Ci nawet będzie, że zbiórka kosztuje 300 tys. (w końcu trzeba też zatrudnić koordynatorów regionalnych) to i tak kupa forsy wyrzucona w błoto.

          2. Arek,
            Wierzysz, że przy twoich 3 metodach weryfikacji PKW nie znajdzie 10tys.+1 nieważnych podpisów???

            Zasadnicze pytanie czy można zweryfikować weryfikacje PKW???

          3. Byłem przy tym jak weryfikowali moje podpisy – oni tylko wykreślają nieczytelne wpisy, z błędnymi peselami i osoby zbyt młode co widać po peselu.
            Patrzą też ogólnie na listy czy właśnie podpisy nie są do siebie podobne i to wszystko.
            Odpowiadając na Twoje pytanie – moja weryfikacja jest dokładniejsza niż ich.
            Oczywiście mogą pójść na całego i zacząć badać podpis po podpisie i nie zdążyć zweryfikować podpisów przed upływem terminu. Korwinowi już taki numer wycięli bo w przepisach nie liczy się moment złożenia list tylko ich weryfikacji. 🙂
            Więc mogą uwalić każdego kandydata bez kombinowania z wycinaniem podpisów – po prostu „nie zdążą” ich zweryfikować.

          4. Przy wyborach komisja ma mniej czasu i dużo więcej podpisów. Oczywiście zawsze może się uprzeć, że wszystkie podpisy są podejrzane i trzeba wysłać dzielnicowego by potwierdził poparcie.
            No i nie zdążyć ich zweryfikować, taka to u nas… demokracja 🙂

  4. ARNOLDZIE,

    Dzięki za poradę. Może wypróbuję z dziewczynami – tylko skąd tutaj wziąć chętne dziewczyny??? Ciekawią Mnie także te metody weryfikacji. PESEL łatwo zweryfikować, ale tylko pod względem tego czy istnieje dany PESEL natomiast nie da się go przypisać do osoby.

    Ale jak zweryfikujesz adres zamieszkania??? Nie istnieje żaden szybki sposób zweryfikowania adresu zamieszkania, bo nie istnieje żadna baza adresów zamieszkania.

    Jak zweryfikujesz podpis??? Nie istnieje ogólna baza podpisów. Nie mówiąc o tym, że dowolny pacjent może zmieniać zarówno podpis jak i miejsce zamieszkania tak często jak tylko chce.

    Widzisz, że rację mają ci, którzy podpisy produkują. PKW i tak nie jest w stanie nic sprawdzić.

    Pozdrowienia,
    ROMAN WŁOS

    1. Dziewczyny zawsze zdobywaliśmy dając ogłoszenie. Zgłaszały się hostessy i te co robią degustacje itp.
      Weryfikacja:
      1. Każda lista musiała być podpisana przez zbierającą osobę i każdą ostrzegliśmy, że oszustwo bezwzględnie zgłosimy do prokuratury.
      2. PESELE z każdej listy wpisywaliśmy do napisanego przez nas programu, który sprawdzał czy PESEL jest poprawny, czy wiek osoby jest wystarczający i czy już go nie ma wcześniej wpisanego.
      Potem program drukował szablon ze wskazaniem płci i przykładało się go do listy sprawdzając naocznie czy płeć się zgadza.
      3. Kilka osób przeglądało listy patrząc czy podpisy nie są do siebie podobne.

      Oczywiście masz rację, że w pełni nie da się zabezpieczyć przed fałszerstwami, ale muszą je robić ludzie obeznani a nawet utalentowani.
      Generalnie obecny sposób zbierania podpisów jest całkowicie chory, szczególnie kwestia podawania PESELu jest skandalem.
      To powinno być zupełnie inaczej zorganizowane.

      1. ARNOLDZIE,

        Nie pogniewaj się na Mnie za to, że powiem, iż podany przez Ciebie sposób weryfikacji to zwykły pic na wodę.

        Ty po prostu sprawdzałeś czy możliwy jest dany PESEL, nawet nie byłeś w stanie sprawdzić czy dany PESEL w ogóle istnieje. Do tego wystarczy prosty generator PESELI online w internecie.

        A już z tym patrzeniem czy podpisy nie są do siebie podobne, to już dałeś czadu. A która ustawa mówi, że podpisy różnych osób nie mogą być do siebie podobne???

        Fakt, że w POlsce istnieją dwa ciekawe pojęcia – WŁASNORĘCZNY podpis oraz CZYTELNY podpis. Ciekawe czy te osoby bez rąk, które potrafią pisać trzymając długopis w ustach bądź w stopach mogą złożyć własnoręczny podpis.

        Ja także ciągle upieram się przy tym, że np. trzy czytelne krzyżyki lub czytelny zawijas to są także czytelne podpisy.

        Pozdrowienia,
        ROMAN WŁOS

        p.s. Chory jest – nie sposób zbierania podpisów, ale sam wymóg zbierania podpisów jest chory. W normalnych krajach nie ma zbierania podpisów.

        1. Przecież mówię, że ktoś obeznany dałby radę to przejść, ale wtedy pytanie pojawia się: PO CO?
          Więcej czasu zabiera mu wtedy podrabianie podpisów niż ich zdobycie na ulicy.
          A po za tym co mnie to wtedy obchodzi?
          Ja podjąłem jakie mogłem sposoby weryfikacji podpisów i te metody w pełni wycinają przygodnych cwaniaków.

          1. ARNOLDZIE,

            A Ja mam 200% pewności, że niemal wszystkie podpisy są produkowane. Na kilkanaście milionów podpisów zebranych w przedziale 10 lat, tzn. w trzech kolejnych wyborach prezydenckich nie spotkałem ani jednej osoby, która wpisała się na jakąkolwiek listę inną niż Moja.

            Także mądrzy czyli cwani ludzie (np. niektórzy radni lub posłowie) mówili Mi – chłopie, Ty jesteś durny – podpisy się produkuje – zorganizuj kasę – my Ci załatwimy podpisy.

            Robi się to tak – bierzesz płytę CD z danymi wszystkich pacjentów w Polsce. Bierzesz tak ze 20 studentek, zamykasz je na tydzień w akademiku i one robią Ci 100,000 podpisów.

            Jarzysz o co chodzi??? Mi nie chodzi o to, że jakieś hostessy robiły Ciebie w bambuko więc musiałeś je kontrolować. Mi chodzi o to, że kandydaci świadomie zamawiają produkcję podpisów. Powiedz Mi jak to jest, że nie udało Mi się spotkać tych tysięcy hostess czy innych zbieraczy???

            Pozdrowienia,
            ROMAN WŁOS

          2. ROMAN WŁOS,
            Skoro jest tak jak mówisz, że produkują podpisy na podstawie bazy danych, to jak to możliwe, że nigdy nikt nie puścił pary(nie pokazał procederu) ani baza nie wyciekła do internetu???

            Przyjmując, że twoja hipoteza jest prawdziwa. Czy mogę sprawdzić czy poparłem jakiegoś kandydata???

  5. ARNOLD,

    Nie daj się nabierać na sztuczki tego Icka Jaszego Korwina Mikke. On leci w chuja z Korwinojebami i tyle.

    Korwin potrafił zamieszczać informację o godz.13 danego dnia, że w tym dniu o godz. 12 odbędzie się jakieś spotkanie. Takie same sztuczki robił z listami poparcia – ogłaszał po terminie, że niebawem upłynie termin składania list.

    Korwin albo sam jest pojebem, albo celowo leci w chuja ze swoimi pacjentami.

    Jak chodzi o to, że PKW czegoś nie zdążyła, to nie za bardzo wiem gdzie to jest zapisane w ustawie o wyborach.

    Pozdrowienia,
    ROMAN WŁOS

    1. W ordynacji wyborczej jest, że aby startować to komisja musi ZAREJESTROWAĆ do określonego terminu kandydata/listy kandydatów).
      A żeby kandydata/listy kandydatów zarejestrować to komisja musi zweryfikować podpisy.
      A co jak komisja nie zdąży zweryfikować podpisów? Ano okazuje się, że kandydat może se wtedy popatrzeć na wybory z fotela przed telewizorem i głośno pokrzyczeć w internecie.
      Nic więcej 🙂

  6. PANTEK,

    Z tymi podpisami jest co tak jak z tymi lekarzami czy policmajstrami, którzy biorą łapówy. Każdy wie, nikt nic nie robi, udowodnić trudno, więc traktują to jako normę.

    Ja próbowałem tą sprawą zainteresować publikatory, ale nikt nie podjął tematu. Powiedzieli Mi, że każdy wtajemniczony wie o tym procederze, więc to nie jest temat dla mediów.

    No, czasem chcą komuś nabruździć – tak jak kiedyś tej Pani co miała kurwiki w oczach. Napisali, że Ona ożywiała zmarłych – dane osób były spisywane z nagrobków, ale wyborów nie unieważnili.

    Po prostu, POlska i POlacy są tak zdemoralizowani, że każdy uważa, iż wszystko jest w POrządku. W końcu jest taka partia co skupia w sobie ludzi, którzy swoje życie opierają na tzw. „wzjatkach”. Dla nich „wzjatki” to rzecz normalna, więc fałszerstwa to też norma. W końcu, dla nich zamordować kogoś to też chleb powszedni.

    Pozdrowienia,
    ROMAN WŁOS

    1. Chętnie bym się dowiedziała czegoś więcej ws tych „produkowanych podpisów”. Może Pan coś więcej napisać: czy zna Pan takie przypadki czy tylko o nich słyszał, czy da się to udowodnić? Czy jest miejsce, w którym mogę sprawdzić czy oddałam podpis pod jakąś listą? Czy to trafia do komputera?

      katarzynapawlak1985@gmail.com

      1. Gdy sami zbieraliśmy podpisy trafiali się nieuczciwi zbieracze, którzy albo byli tak głupi, że wymyślali z głowy PESELE, albo nawet jeśli znali jego schemat to nie mieli wzorów podpisów ludzi.
        I wtedy dość łatwo się wyłapywało, że lista jest sfałszowana. Gorzej z takimi co mieli gotowe wzorce lub korzystali z baz (np. przychodni zdrowia, bibliotek czy firm bukmacherskich).
        Np. dziewczyny, które zbierały podpisy donosiły nam o propozycjach „wymiany podpisów” od innych zbieraczy, która to wymiana miała polegać na skserowaniu list i potem ich przepisaniu.
        Niestety nie da się sprawdzić czy się dało podpis pod jakąś listą – nikt tego nigdzie nie wprowadza, w ogóle odniosłem wrażenie, że tradycja fałszowania podpisów jest nie tylko znana komisjom, ale zupełnie im obojętna.
        Dla nich liczy się tylko wiek (rozpoznawany po PESELu) i miejsce zamieszkania (w prezydenckich to nieistotne).
        Oni chyba zdają sobie sprawę, że komitety wyborcze mają ograniczone możliwości weryfikowania podpisów i od 25 lat trwa taka niepisana umowa, że my wiemy, wy wiecie , ale nikt się tego nie czepia.
        No chyba, że ktoś chce kogoś uwalić to wtedy nagle prokurator zaczyna się interesować listami i zaczyna się najazd policmajstrów na setki ludzi z pytaniami czy to ich podpis.
        Mogę się założyć, że gdyby sprawdzono podpisy z jakichkolwiek poprzednich wyborów, albo choćby z obecnych, to afera byłaby chyba w każdym komitecie.
        Dlatego od lat gardłuję za tym, żeby radykalnie zmienić sposób zbierania podpisów, listy skanować i porównywać, w tym wprowadzić możliwość poparcia projektów ustaw i list kandydatów przez Internet czy nawet SMS.
        Jest to o tyle prostsze od wyborów, że tu nie ma zasady tajności, jest pełna jawność, do tego każdy może poprzeć dowolną ilość list/kandydatów. No i łatwo wtedy mógłby zweryfikować czy „gdzieś się nie podpisał”. Ale… przecież nikomu nie zależy, a już szczególnie wiodącym partiom, którym zawsze łatwo zebrać wymagane minima bo jest przymus partyjny i potem ludzie latają po rodzinie coby zebrać te kilka-kilkanaście podpisów lub podpisują się za bliskich 😉
        Jeżeli chcesz robić na ten temat materiał to uderzaj do komisji przyjmującej podpisy. Powinni Ci pokazać listy, przecież to nie jest tajne ani poufne, wręcz przeciwnie.
        A jak je zobaczysz, to pewnie szybko Ci się rzucą w oczy te fałszowane.
        Co do samego zbierania – to jest to kwestia tylko pieniędzy. Jestem w stanie zorganizować hostessy i zebrać dla KAŻDEGO kandydata dowolną ilość podpisów.

      2. KASIU,

        Ja też bym się chętnie dowiedział czegoś więcej. Ale kiedy nie ma kasy, to nie ma produkcji podpisów.

        Osobiście nie znam przypadku aby ktoś zakwestionował komuś podpis na liście poparcia. Ale znam przypadki w drugą stronę – jedna panienka spędziła ponad trzy godziny na komendzie policji gdzie kazano Jej podpisywać się setki razy i wymuszano zeznania, że Jej autentyczny podpis ktoś inny złożył.

        Ona mówiła, że to Jej podpis, a POlicmajstry wymuszały od Niej zeznania, że to nie jest Jej podpis. Widać mieli zlecenie aby jakiś komitet uwalić.

        Znam też przypadek kiedy ludzie, którzy podpisali się na Mojej liście poparcia zaprzeczyli temu po tym kiedy zadzwoniono do Nich z TVN-u.

        Dlatego, w normalnych krajach nie ma takich debilizmów jak zbieranie podpisów, bo nie da się tego zweryfikować.

        Ale sowiecka tradycja obowiązuje w POlsce.

        Pozdrowienia,
        ROMAN WŁOS

  7. PANTEK,

    Jak chodzi o ten Sopot, to albo dziennikarz coś popierdolił, albo urzędasy nie przestrzegają prawa.

    Na wyborczych listach poparcia podaje się adres ZAMIESZKANIA. Adres ZAMELDOWANIA nie ma znaczenia.

    I tu już jest ambaras. Bo listy wyborców sporządzane są na podstawie ewidencji ludności z wydziałów meldunkowych.

    Ja ostatnio dowiedziałem się, że w wyborach do rady mojej dzielnicy także patrzą na adres ZAMELDOWANIA.

    Ale to jest to na co POlacy zasługują. Zobacz Moje dyskusje z Arnoldem, z Maliną, Oleńką Kardaś czy Mańkiem. Oni wszyscy mieli gdzieś fakt, że używają słów w nieodpowiednich znaczeniach.

    Dlatego, adres zamieszkania, adres zameldowania to „adin chuj”. Szczególnie, że np. kodeks cywilny nic nie mówi co to jest ADRES zamieszkania lecz jedynie MIEJSCE zamieszkania. I co ciekawe – MIEJSCE zamieszkania to jest SAMA MIEJSCOWOŚĆ gdzie pacjent przebywa z zamiarem stałego pobytu.

    Pozdrowienia,
    ROMAN WŁOS

    1. Nawet mediom się spodobała ta strona.Post z tej strony https://www.facebook.com/lustawroclaw?fref=ts :
      „OFFtopic:
      Moze kogos zainteresuje występ w TV?

      Dzień dobry,

      z tej strony Telewizja Polska, program „Pytanie na Śniadanie”. Do sobotniego (31.01) programu poszukuję osób, które zgłosiły swojego pracodawcę na „czarną listę” lub mają po prostu złe doświadczenia ze swoim pracodawcą. Mogą to być oczywiście osoby, które zgłosiły byłego pracodawcę, zakładam, że nikt nie będzie chciał oczerniać publicznie aktualnego;) Chcielibyśmy porozmawiać o „czarnych lista”, ich rosnącej popularności i potrzebie istnienia, no i poznać historie konkretnych osób.

      Olga Piwowarska

      Telewizja Polska S.A.
      Redakcja programu „Pytanie na Śniadanie”
      ul. J. P. Woronicza 17
      00-999 Warszawa
      tel. kom. 0 501 369 468
      e-mail: olga.piwowarska@tvp.pl

      Dziś o 08:00 na TVP2 powinien być ten program.

      1. PANTEK,

        Nie podniecaj się tak tymi stronami. Wiedz, że dopóki będą istnieć frajerzy, dopóty znajdą się tacy, którzy będą tych frajerów ruchać.

        W końcu nie istnieje inny sposób zarobienia pieniędzy niż ruchanie frajerów.

        Jeżeli jednak spojrzysz na to zagadnienie z drugiej strony, to zobaczysz, że pracodawcy mogliby stworzyć listę pracowników dla odmiany nie czarną lecz białą listę, tzn. tych wyjątków, które nadają się do jakiejkolwiek pracy.

        Spróbuj znaleźć pracownika, to szybko przekonasz się, że pierwszą rzeczą, o której myśli większość jest wyruchanie szefa lub szefowej.

        Jeżeli już znajdziesz jakiegoś uczciwego, to może się okazać, że jest on kompletnym debilem.

        Tak działa wolny rynek.

        Pozdrowienia,
        ROMAN WŁOS

  8. PANTEK,

    To nie jest tak. Rotacja pracowników jest tak duża, że Tobie może się wydawać, że ktoś kogoś zatrzymuje.

    W ciągu góra pół roku pracownicy są wymieniani w 100 procentach. Dlatego Amerykanie czyli Mośki wymyśliły, że praca nie ma dawać pieniędzy, ale ma dawać FUN czyli RADOCHĘ.

    I frajerzy harują na Mośków mając FUN czyli RADOCHĘ.

    Pozdrowienia,
    ROMAN WŁOS

    p.s. Pantek, ten Linux co Mi go pomogłeś zainstalować leci ze Mną w ce-ha. Kiedy piszę komentarze, to strony Mi skaczą losowo góra-dół. Nie wiem co jest grane. Powiedz Mi czy kiedy odpalę Windowsa i zrobię przywracanie systemu, to Linux Mi zniknie???

    1. ROMAN WŁOS,
      Są firmy które szukają nowej osoby raz na rok.(to te lepsze)

      PS.
      Nie wiem jak ci mogą strony skakać(może za dużo TATRY obaliłeś???).

      Jak zrobisz przywracanie w Windowsie to Linux nie zniknie bo to inne partycje – Windows może zrobić przywracanie tylko na swojej partycji.

Odpowiedz